Autor Wątek: rejs Alandy 2010  (Przeczytany 12235 razy)

kusza

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 9
rejs Alandy 2010
« dnia: 2010-08-25, 21:34:58 »
Witam,
dla zainteresowanych podsyłam linka do zdjęć z naszego rejsu na Alandy i do Finlandii
http://picasaweb.google.com/kusza78/GPointAlandy2010#
pozdrawiam
Kusza

Dominika

  • Administrator
  • Sr. Member
  • *****
  • Wiadomości: 317
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #1 dnia: 2010-08-26, 00:31:18 »
Gratulacje! Kiedy wróciliście? ;D

A może wybierzecie tak do 60 najciekawszych zdjęć do galerii klubowej, dopiszecie małą relację z wyprawy, wrzucę na stronę?  :D

Norbert (Sniga)

  • Administrator
  • Sr. Member
  • *****
  • Wiadomości: 265
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #2 dnia: 2010-08-26, 08:01:58 »
Pozwoliłem sobie przepisać z Kulińskiego
Cytuj
Szanowny Don Jorge,
Jakiś czas temu żaliłem się, że Visby jest drogie i hałaśliwe. Pisałem też, że „wpadliśmy” tam z Żoną po drodze na Alandy.
Teraz piszę do Ciebie ze zdecydowanie bardziej pozytywnymi wieściami: po wielu trudach udało nam się osiągnąć wyspę Kokar będącą „przedmurzem” Alandów, potem już poszło gładko… Alandy zdobyte!!
News jednak, pomimo zdecydowanie żeglarskiego charakteru, będzie o… mojej Żonie. Mam nadzieję, że w SSI dopuszczasz taką tematykę…
Jak już pisałem w poprzednim, Gotlandzkim doniesieniu, postanowiliśmy z Żoną odwiedzić, w ramach poślubnego pływania, archipelag Alandów. Dla mnie miała to być to kolejna wizyta w tym miejscu i poznawanie kolejnych, urokliwych zakątków. Moja Żona natomiast miała poznać dopiero piękno tego miejsca.

Rozpoczęliśmy w Szczecinie, skąd niespiesznie w nieco szerszym składzie wyruszyliśmy w kierunku Bornholmu. Padło na Nexo, jako jeden z bornholmskich portów w którym nas jeszcze nie było. Z Nexo, gdzie obejrzeliśmy finał MŚ w RPA, wzięliśmy kurs na jeden z naszych ulubionych rodzimych portów – Łebę. Stamtąd pognaliśmy do Gdyni, gdzie skład załogi nam się skurczył do rozmiarów Małżeńskich. Nasi Gdyńscy Przyjaciele (pozdrowienia dla Andrzeja i Raulina) sprawili, że bardzo niechętnie, po kilku dniach opuszczaliśmy port. Wstępnie łudziliśmy się, że jednym długim skokiem osiągniemy Alandy. Tu zaczyna się właściwa część opowiadania. Morze mimo całego swego uroku potrafi zmiękczyć najtwardszych. Po trzech dobach przy awarii autopilota, moja Żona twardo dawała radę dzielić dzień pomiędzy wachtą na sterze, snem, i „pracami domowymi”. Postanowiliśmy, jako że byliśmy kilkadziesiąt mil na wschód od Gotlandii odwiedzić wyspę i spróbować usunąć awarię (raz jeszcze dziękujemy Maćkowi za pomoc). Z Visby uciekliśmy dość szybko by znaleźć ciszę i spokój, oraz schronienie przed sztormem w Blase. Po ustąpieniu sztormowej pogody niespiesznie pożeglowaliśmy do Farosundu, skąd znów przyjęliśmy kurs na północ. Pierwsza noc sztilu nie pozwoliła nam zbyt daleko odpłynąć od Faro. Za to w ciągu dnia mogliśmy podziwiać całe stada fok. Potem powiało… niestety mocno i co gorsza z północy… Żona wprawiła mnie wręcz w zakłopotanie, gdy pół nocy spędziła przy sterze (autopilot nie dawał rady falom). Po kolejnej nocy żmudnego i nieefektownego halsowania, podjęliśmy jedynie słuszną decyzję – kurs na zachód. Padło na Sandhamn, przedmurze Sztokholmu. Na podejściu przywitały nas trzy burze, a potem coś co łagodnie można określić mgłą, nie było widać nic. W końcu osiągnęliśmy port. Kolejne dni znów spędziliśmy na przeczekiwaniu sztormu na Bałtyku i zwiedzaniu okolic (Sztokholm też udało się zobaczyć). Zaraz po poprawie pogody, na posztormowej baksztagowej fali próbowaliśmy utrzymać znany już kurs na Kokar. Na powitanie wypłynęła nam kolejna foka, ku wielkiej radości mojej Żony. Kolejne dni to już zasłużony wypoczynek i spokojne zwiedzanie kolejnych wysp, tak aż do Turku.
Niewątpliwie jest mnóstwo ciekawszych, wygodniejszych i… tańszych sposobów spędzania urlopu - miesiąca miodowego, bezcenne natomiast jest móc przekonać się (po raz kolejny) jak niesamowitą ma się Żonę!! 
------------------------------------------------------
Szanowny Jerzy,
Jakiś czas temu, pod wpływem osobistych spostrzeżeń napisałem poniższego „newsa” z myślą, by gdy tylko uda się znaleźć Internet, przesłać go Tobie. Dziś w Byxelkrok pojawiła się okazja zrealizować swoje zamierzenie. Przed wysłaniem oczywiście „wpadłem” zobaczyć co na stronie nowego… okazuje się, że podobne spostrzeżenia poczynili inni czytelnicy SSI (news Colonela). Ponoć wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą, mam nadzieję, że kilkakrotne opublikowanie prawdy otworzy nas na Morze (moja naiwność niech tłumaczy mój młody wiek).
Ostatnie 10 dni spędziłem na zwiedzaniu portów Alandzkich i Fińskich (archipelag Turku). Nie muszę, chyba nikogo przekonywać do piękna tych miejsc. Ceny także nieco bardziej przystępne niż w Szwecji, no i sporo miejsc w których można stać na dziko (za free). Zaskoczyły mnie dwie kwestie, pierwszą był fakt, że poza nami jachtów z biało-czerwoną na flagsztoku nie było widać (może dlatego, że skwapliwie ominęliśmy Marienhaminę). Drugie „zaskoczenie” ściśle wiąże się z pierwszym. Praktycznie w każdym miejscu gdzie cumowaliśmy, budziliśmy – no może nie sensację, ale spore zdziwienie i wszędzie pojawiały się pytania czy my faktycznie z Polski przypłynęliśmy. Po naszym potwierdzeniu, rozpoczynała się zwykle bardzo sympatyczna rozmowa i nawiązywały się znajomości. Nie ukrywam, że moją próżność bardzo mile łechtało, uznanie okazywane przez fińskich żeglarzy. Jeśli do tego dodamy przepiękne okoliczności przyrody, to pozostaje jedynie wznieść miarowe okrzyki: „RODACY, ŻEGLUJCIE DO FINLANDII!”
Michał "Kusza" Kuszewski   

Marek RoEs

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 271
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #3 dnia: 2010-08-26, 08:46:40 »
Gratulacje, Kochani! Wzbudziliście mój szczery podziw. Wyobrażam sobie ile razy mieliście "wszystkiego dość". Strasznie daleko te Alandy. Jeszcze raz gratuluję.

kusza

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 9
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #4 dnia: 2010-08-26, 13:49:13 »
Marku,
wielkie dzięki. na podziw zasługuje moja Żona, która znosiła i akceptowała szalone pomysły (czasem nawet je uzupełniając) a następnie dzielnie pomagała je realizować. Fakt Alandy mogłyby być bliżej, ale nie wiem czy wtedy nie straciłyby swojej "magii". A co do "mania dość" to owszem bywało i tak, na szczęście niezbyt często.

Dominiko,
to są już wyselekcjonowane zdjęcia ;), ale chętnie zrobimy wtórną selekcję, skreślimy kilka linijek tekstu i podeślemy Ci. proszę tylko o trochę cierpliwości... 

Dominika

  • Administrator
  • Sr. Member
  • *****
  • Wiadomości: 317
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #5 dnia: 2010-08-26, 13:58:30 »
to są już wyselekcjonowane zdjęcia ;), ale chętnie zrobimy wtórną selekcję, skreślimy kilka linijek tekstu i podeślemy Ci. proszę tylko o trochę cierpliwości... 

Wierzę, ale doświadczenie uczy, że okolice 60 to absolutny max, przez który są w stanie przebrnąć oglądacze galerii. ;)
Póki co, podrzuciłam namiary na Kulińskiego na stronę, ale jak napiszecie coś nowego, będzie super.
Czekam cierpliwie, sami jeszcze nawet nie przejrzeliśmy zdjęć z Rugii, więc i tak podziwiam tempo. :)

magda

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 4
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #6 dnia: 2010-08-30, 00:19:21 »
Ech, przyjemnie czytać takie miłe rzeczy o sobie...jednak bez Swojego Kapitana "Dzielna Młoda Żona" (hehe) daleko by nie dopłynęła...
A było warto.

Edward Zając HOLLY

  • Gość
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #7 dnia: 2010-09-01, 10:43:55 »
Gratuluję udanego rejsu. Już kilkakrotnie wybierałem się na Alandy, ale sztormy skutecznie blokowały mi dostęp do tych wysp. W tym roku próbowałem po zachodniej stronie Gotlandii, później po wschodniej; przepłynąłem w tym rejsie ponad 1200 mil, ale nie dotarłem wyżej niż do Gotska Sandom. Może nie miałem cierpliwości, aby płynąć tam powoli, z przeczekiwaniem w portach złej pogody.
Visby faktycznie jest drogim portem. Już w ubiegłym roku za HOLLY (6,3 m.) zapłaciłem ponad 20 euro - bez dodatkowych usług. Porty łotewskie są tańsze: Ventspils ok. 16 euro a Liepaja poniżej 10 euro łącznie z wszelkimi dodatkami bez ograniczeń. Nawet prysznic można brać dowolną ilość razy, prąd i woda na kei. Stoi się w środku miasta. Ceny w sklepach może minimalnie wyższe od polskich.
Pozdrowienia
Edward Zając

kusza

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 9
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #8 dnia: 2010-09-01, 21:50:31 »
my też na wysokości Gotska Sandon mieliśmy "pod górkę" najpierw prawie doba totalnego sztilu, a później 5-6B z północy, w końcu po długiej halsówce uciekliśmy do Sandhamn, by po odczekaniu znów wrócić na kurs...
warto wytrwać w realizacji postanowienia, Alandy są piękne i jeszcze tam wrócimy...
PS. wielkie wyrazy uznania za odwagę by na Holly (jak mniemam samotnie) "robić" takie przeloty.
pozdrawiam
Michał
« Ostatnia zmiana: 2010-09-01, 21:56:55 wysłana przez kusza »

Edward Zając HOLLY

  • Gość
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #9 dnia: 2010-09-05, 18:33:25 »
Dzięki za wyrazy uznania. Co do "takich przelotów", to na Bałtyku nie są one tak wielkie. Z Ustki do Kappeln nad Schlei płynąłem równo trzy doby. Do Gotlandii z Ustki płynie się zwykle dwie doby. Raz udało mi się okrążyć Gotlandię przez Faro Sund, ale trzy razy poległem przy próbie dotarcia dalej na północ - do Alandów.
Ten sezon był dla mnie szczególnie pechowy; każde wyjście z portu kończyło się sztormem.  Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że dla tak małego, turystycznego jachciku już 6 czy 7 B stwarza duże trudności w żegludze na wiatr. Również osiągane prędkości nie są imponujące i tylko raz udało mi się w ciągu doby przepłynąć 105 mil.
HOLLY ma angielski kadłub o dużej dzielności morskiej, ale słabą nadbudówkę i zbyt obszerną wannę kokpitową. Trzy lata temu wróciłem po burzy z popękaną nadbudówką i pęknięą grodzią podmasztową. W tym roku lipcowe 10 B też spowodowało pęknięcia nadbudówki. Lista robót do wykonania przed następnym sezonem wciąż wydłuża się, ale przecież ten jachcik to rocznik 1976.
Pozdrawiam i do zobaczenia na morzu lub w ciekawym porcie.
Edward

magda

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 4
Odp: rejs Alandy 2010
« Odpowiedź #10 dnia: 2010-09-05, 20:04:13 »
pozostaje mi mieć nadzieję na spotkanie, może na Alandach... :)
pozdrawiam
Michał "Kusza" Kuszewski