Na wiecznej wachcie

E-mail do nz; 2006.10.10 01:09
...Jak pomyśleć to coraz więcej przypomina się osób, o których na ogół słyszałem, ale też wielu z nich mogłem osobiście poznać, a których już nie ma; ...a jeszcze Bolo Lach, Bibek Pierożek (sędziował I Regaty Przyjaźni w 1951 r. i jeszcze Kanał Kaledoński "Witeziem" na burłaka, bo "Witeź" był bez silnika), Hrabia Lolo - pamiętam Go idącego dumnie naszą keją w stronę własnego jachtu; - wówczas dla mnie był On niewyobrażalnie odległym, choć mijanym obok na kei, szczytem żeglarskich możliwości - prawdziwym jachtsmenem; i dalej: Stefan Lewicki - był Komandorem Klubu, Marek Muzykiewicz, Kazimierz Pogonowski, "Koziołek" (wiesz kto to? ...to Wojtek Iłowiecki - pływał na folkboacie - na Atosie; pamiętam - były trzy folkboaty; w naszym rejsie "Gaudeamusem" do Anglii ciągle układał mapy, bo kapitan powiedział, że muszą być ułożone w kolejności płynięcia; trochę mu się to mieszało), a "zapasowy"? - to oczywiście Zbyszek Górkiewicz - dlaczego zapasowy - Witek Pajewski (no właśnie jeszcze Witek - bardzo lubił pływać z dziewczynami); więc Witek mówił, że Zbyszek miał trochę pecha, bo na rejsy zapisywali Go do załogi ale jako rezerwę czyli - zapasowego - rzadko pływał; ...żal, żal, żal; ...może lepiej nie myśleć - tylu odeszło... pozostały te zdjęcia, wspomnienia, anegdoty, pamięć...
(zs)

ODESZLI
Czy jeszcze ich pamiętacie?


Można odejść na zawsze,
by stale być blisko.

x. Jan Twardowski

Jeżeli ktoś z Was może uzupełnić informacje lub dodać zdjęcie to proszę piszcie na adres: norbert_z[maupa]wp.pl albo dominika[maupa]widawska.eu

Może komuś się przyda:
wyszukiwarka miejsca pochówku w Szczecinie


 Włodzimierz Bąkowski (1926-2017)

Do żeglarstwa akademickiego, w AZM i AZS, wciągnęli go w roku 1949 koledzy z wydziału chemii Szkoły Inżynierskiej w Szczecinie – Jerzy Borowiec i Jerzy Szałajko. Na pierwszym obozie żeglarskim AZS w Trzebieży w roku 1949 miał w swojej wachcie jako podkomendnych Ludomira Mączkę i Wojtka Jacobsona.  Ze względów zawodowych pod koniec 1952 r. przeniósł się do Kalisza. Do Szczecina i do żeglarstwa w JK AZS powrócił w połowie lat 70-tych. Brał udział w wielu rejsach na jachtach Bonito, Żak, Umbriaga, Dal II, Gaudeamus, Bogusław X  żeglując od wód europejskich po Morze Śródziemne i akweny greckie. Pływał przeważnie jako I oficer w załogach kpt. Ziemowita Ostrowskiego. Udzielał się też w komisjach regatowych.  Należał do maszoperii jachtu motorowego „Nord”.  Zmarł 17 czerwca 2017 r. Był dobrym żeglarzem i wiernym kolegą, człowiekiem pogodnym i przyjaznym ludziom.

(wj)

Zdzisław Paska (1937-2017)

Wspaniały Żeglarz, Wychowawca Młodzieży i Człowiek,  wieloletni kapitan jachtu „Magnolia”,  którym dotarł na Morze Białe i Islandię.
 „Żeglował od 1952 r., instruktor żeglarstwa, kapitan jachtowy od 1970 r.  Wieloletni kapitan i opiekun jachtu „Magnolia” (88 rejsów). Odbył w sumie 139 rejsów (prawie sto z młodzieżą, i 117 jako kapitan), przepłynął ponad 124 tys. mil morskich. Zajmuje 5. miejsce w rankingu najbardziej doświadczonych polskich kapitanów jachtowych XX wieku…  Do historii polskiego żeglarstwa przeszedł jego rejs na jachcie „Magnolia” do Archangielska i Murmańska, w 1975 roku. Był to pierwszy polski jacht, który dotarł na Morze Białe…” – tak o śp. Kapitanie pisała Krystyna Pohl w 2013 roku, w monografii „Żeglarze” (więcej w całym biogramie, poniżej, do pobrania). Nie znałem bliżej Zdzicha, z czynnym pływaniem rozstał się w 2004 r., bałtyckim rejsem na jachcie „Dar Świecia”, jak zwykle z młodzieżą na pokładzie. Jeszcze niedawno – w 2016 r. - miałem jednak okazję rozmawiać z Nim i zrobić te zdjęcia na jubileuszowym spotkaniu w świetlicy i na przystani Centrum Żeglarskiego, z okazji 50-lecia morskiej służby jachtu „Magnolia”, tej samej „jego” „Magnolii”, którą szczęśliwie, bez silnika i bez GPS, poprowadził w pionierskich dla polskiej bandery żeglarskiej rejsach na wody polarne, w latach 70-ych ub. wieku. Wyruszali wtedy i wracali na przystań byłego Ośrodka Morskiego Pałacu Młodzieży, teraz na tej samej przystani – już jako Centrum Żeglarskiego – symbolicznie oddał „Magnolię” pod opiekę jej obecnemu kapitanowi, jednemu z najmłodszych w kraju, wychowankowi PM i CZ, Przemkowi Dziarnowskiemu. Oddał jacht w dobre ręce…                                                            

Wspomnienia i zdjęcie: Wiesław Seidler

Jan Waraczewski (1948-2017)

Przyjaciel. Armator s/y Marimba. Maestro. Żeglarz. Wędkarz. Z niebywałą łatwością i finezją potrafił się cieszyć życiem i ludźmi, którzy go otaczali.
Tak pożegnała go Filharmonia: Jan Waraczewski miał 69 lat. Był założycielem i dyrygentem popularnej w latach 70-tych orkiestry „Lekka kawaleria”. Swoje największe pasje – muzykę i żeglarstwo łączył tworząc cykl koncertów „Muzyka na wodzie”. Był także inicjatorem budowy nowej siedziby Filharmonii. W 2016 roku został odznaczony Medalem za Zasługi dla Szczecina. W pamięci muzyków i pracowników Filharmonii pozostanie jako kochający muzykę, charyzmatyczny lider orkiestry, ale także dobry, pełen ciepła i życzliwości człowiek.
Jasia żegnają i wspominają: Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie, Radio Szczecin, audycje Radia Szczecin, m.in. Żarłem muzykę, Kurier Szczeciński, Gazeta Wyborcza, Głos Szczeciński, Jerzy Kuliński, ponownie Głos Szczeciński. Informacja nt. księgi kondolencyjnej w Filharmonii. Radio Szczecin: Jana Waraczewskiego wspomina Halina Więcek-Przybyła. Rozmawia Konrad Wojtyła.
Materiały archiwalne i nie tylko: Portal o ulicy Przestrzennej w Szczecinie, Wikipedia, Gazeta: Takich rzeczy, jak filharmonia, nie buduje się na dziś [2013], Jubileusz Jana Waraczewskiego, koncertmistrza Filharmonii Szczecińskiej [2005], Kurier Szczeciński, wspomnienie Nigdy się stąd nie wyniosę, reportaż TVP Szczecin Koncertmistrz z żeglarską duszą, cdn.
Tadeusz Siwiec (1929-2016)

Komandor marynarki wojennej,  jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, twórca i Komandor YACHT KLUBU POLSKI SZCZECIN, Wicekomandor Honorowy YKP, Zasłużony Dziąłacz Żeglarstwa Szczecińskiego i Polskiego, Zasłużony Pracownik Morza, Honorowy Członek JKMW "Kotwica" oraz Polskiego Zwiazku Żeglarskiego, wyróżniony Medalem 65 i 70-lecia Żeglarstwa Polskiego na Pomorzu Zachodnim, uhonorowany Komandorią Yacht Klubu Polski oraz Toporem Bojowym Bractwa Wybrzeża Mesa Kaprów Polskich.

Lech Tołkacz (1945-2016)

Armator s/y Jil, pracownik Wydziału Techniki Morskiej i Transportu ZUT. Takimi słowami pożegnał go Wydział:
Pracownik Politechniki Szczecińskiej od 1968 roku. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Okrętowego od 1981 roku, następnie – od 1992 roku – dyrektora Instytutu Oceanotechniki i Okrętownictwa. W latach 1999 - 2005 był Prodziekanem ds. organizacyjno-finansowych Wydziału Techniki Morskiej. Aktywny uczestnik prac badawczych i dydaktycznych Wydziału, kierował Pracownią Techniki Śródlądowej oraz Pracownią Systemów Transportowych. W latach 2001-2004 pełnił funkcję dyrektora Biura Technologiczno-Projektowego PROMOR.

Pogodny, przyjazny człowiek, zasłużony dla Uczelni i Wydziału, zawsze przychylny studentom. Będzie nam Go brakowało.

Tadeusz Podkalicki (1941-2016)

Armator s/y Admirał, wieloletni armator s/y Wojtek.

Dzidka – Halina Szymak  (1933-2015)

Szkolenie żeglarskie zdobywała już w rodzinnych Kielcach. Wkrótce po przyjeździe na studia do Szczecina dołączyła do naszego Klubu. Przy remontach jachtów na słynnej wyspie AZS poznała swojego przyszłego męża.  To nie jedyna para skojarzona  na wyspie! Przez długie lata uczestniczyła w życiu Klubu, żeglowała, sędziowała, działała organizacyjnie.

Do dziś starsi klubowicze pamiętają jak w chudych latach PRL, kiedy półki w sklepach były puste, zdobywała prowiant na rejsy dla wielu jachtów.  I to nie byle jaki prowiant, bo znakomite puszki z Baltony z szynką na czele, dostępne tylko dla zaopatrzenia statków.

Do ostatnich lat kibicowała żeglarzom naszego klubu. Wielką przyjaźnią darzył Ją Ludek Mączka, któremu pomagała we wszystkich sprawach i odwiedzała w chorobie.  Odeszła na wieczna wachtę 8 listopada 2015 r.                   

(wj)

Hanna Kuźnicka (1939-2015)

Jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, sternik lodowy, sędzia żeglarstwa klasy państwowej i żeglarstwa lodowego. Całym życiem oddana była  żeglarstwu. Absolwentka Politechniki Warszawskiej Wydziału Elektroniki. Swoje żeglarstwo rozpoczęła w Żeglarskim Klubie Turystycznym PTTK „Rejsy”. Po zakosztowaniu żeglarstwa sportowego przeniosła się do Sekcji Żeglarskiej Warszawskiego AZS startując w klasach Finn i Słonka. Żeglarstwo lodowe uprawiała w Sekcji Żeglarskiej Klubu Sportowego „Spójnia” Warszawa. Po uzyskaniu stopnia kapitańskiego wielokrotnie startowała w Jacht Klubie AZS Szczecin w regatach pełnomorskich, niejednokrotnie z sukcesami. Prowadziła wiele rejsów stażowych, krajowych i zagranicznych. Lubiła mniejsze jachty, ale bywało że pełniła obowiązki oficerskie w rejsach na Pogorii. Łącznie przepłynęła blisko 30 000 mil morskich. Startowała wielokrotnie w regatach lodowych w klasie DN.

Była członkiem Jacht Klubu AZS w Szczecinie; pływała na Dali II, Umbriadze i innych Carterach; m.in. rejs na Dali II do Anglii z A. Marczakiem (1976 r), na Dali II do Amsterdamu 1981 (jako kpt.), naSmudze Cienia 1992 (jako kpt.), naBonito do Kopenhagi 1996 (jako kpt.)….

….Żeglarka starego wzoru, która na wodzie szukała przyjemności i radości, która w żeglarstwie nie szukała medali i odznaczeń, nie szukała władzy ani tym bardziej pieniędzy.
Hanka nie tylko czerpała radość z żeglarstwa, ale i wnosiła swój osobisty wkład w zachowanie i krzewienie jego ideałów i wzorów, czystości obyczajów, w jego rozwój, popularyzację i przekazywanie następnym pokoleniom żeglarzy zasad etyki żeglarskiej.
Spłacała swój dług wobec społeczności żeglarskiej poprzez czynny udział na wszystkich szczeblach organizacyjnych od Klubu poprzez Okręgowy Związek Żeglarski, aż do Polskiego Związku Żeglarskiego w ich organach takich jak Komisje Sędziowskie i Sądy Koleżeńskie, które nie dawały dostępu ani do władzy ani do pieniędzy, ale pozwalały mieć wpływ na zachowanie bieli żagli i chronienie ich przed poplamieniem…..

Stanisław Januszkiewicz (1947-2015)


Marynarz-Kapitan Żeglugi Wielkiej był członkiem naszego klubu. Wspaniały człowiek, kolega a w przeszłości mój Przełożony. Ostatnie lata spędził poza Szczecinem. Choroba uniemożliwiła mu pływanie za którym bardzo tęsknił. Przy spotkaniach zawsze wspominał kolegów z klubu. Pochowany w Warszawie

(J.K.)

Danka Schiller-Denisewicz (1930-2014)

Była czynna żeglarsko w latach 50-tych i 60-tych ub. wieku kiedy do Klubu dołączyło wielu studentów chemików Politechniki Szczecińskiej. Żeglowała po „morzu Dąbskim”, Bałtyku i Morzu Północnym. Do końca utrzymywała przyjaźnie żeglarskie i interesowała się życiem klubowym.

Ryszard Jaroszek (1925-2014)

Był jednym z najstarszych, aktywnych członków Klubu; najstarszych zarówno wiekiem, jak i stażem klubowym – od 1950 roku. Jako student przyszedł do Klubu w czasach, gdy nasza przystań mieściła się na Gocławiu. Przyszedł i został; potem było Dąbie (obecnie HOM), wyspa Akademicka na Odrze i tu, gdzie jesteśmy obecnie - przy ul Przestrzennej.
Ależ to długi okres czasu; odległe dzieje obrosłe legendą lat powojennych i przy tym wierność jednemu klubowi – akademickiemu. Żeglarskie pasje Rysia wystawione zostały na ciężką próbę w pamiętnym rejsie „Witeziem II”, zakończonym rozbiciem jachtu na skałach w sztokholmskich szkierach we wrześniu 1962 r. Wiele lat później jeszcze żywo wspominał tamte trudne chwile (Zeszyty Żeglarskie nr 1 str. 11).
Żeglował dalej: „Pegazem” na Kattegat w 1967 r. (w Kopenhadze spotkali się ze znanymi polskimi żeglarzami – braćmi Ejsmontami), „Zewem Morza” do Londynu w 1968 r. (to nagroda za projekt architektoniczny – był architektem; m.in. budynek Urzędu Morskiego na Wałach Chrobrego to Jego projekt), rok później „Pegazem” na krańce Bałtyku do Kemi.
W ostatnich latach często można było Go widzieć przyjeżdżającego do Klubu rowerem. Miał dobrą kondycję i dobre zdrowie: trudno ocenić, na ile był to wynik uprawiania żeglarstwa, na ile pogodny, spokojny charakter ducha, a na ile tybetańskie ćwiczenia-rytuały gimnastyczne (kilka lat temu zaciekawiony Jego, niecodzienną w tym wieku, kondycją i sprawnością ruchową wdałem się z Nim w rozmowę; okazało się, że ćwiczenia które wykonuje, podparte odrobiną wschodniej filozofii, są pożyteczne i również stosowane przez innego naszego kolegę, znanego, utytułowanego i nie pierwszej już młodości żeglarza-muzyka).

(zs)

Władysław Buchholz  (1944-2014)

W latach 70. i następnych ubiegłego wieku Wład był nauczycielem akademickim na Politechnice Szczecińskiej na WBiA. Na kierunku budownictwo wodne wykładał przedmiot „eksploatacja i zabezpieczenie budowli wodnych”. A że do tego był zapalonym żeglarzem, więc wymyślił praktyki studenckie w trakcie rejsu zagranicznego.
Połączenie „trudów i uciążliwości” nauki studenckiej z przyjemnością żeglowania wywołało nasze (studentów) spore zainteresowanie, tym większe, że celem rejsu miał być upragniony i nie tak łatwo osiągalny (wówczas) Zachód. Przygotowania trwały cały rok; m. in. za udział w rejsie pracowaliśmy w Klubie przy budowie dużego hangaru i budynku bosmanki z boksami.
Rejs był poważny, z doświadczonymi, znanymi kapitanami – w trzy jachty: „Trygław” (ze Szkoły Morskiej, której to jachty wówczas cumowały na naszej przystani), „Pegaz” (Wład był jego opiekunem – bosmanem; w trakcie zimowych remontów obciął „Pegazowi” rufę, ale to już inna historia) i pamiętna Gieniowa „Dal II”.
Dla powagi praktyk studenckich, żeby obronić naukowy charakter rejsu, Wład wymyślił trasę na Kanał Gota w Szwecji i Kanał Kiloński z wyjściem na Morze Północne i do Hamburga, a tematem praktyk miało być praktyczne zapoznanie się z budowlami hydrotechnicznymi (i było: cumowaliśmy do nabrzeży, śluzowaliśmy w śluzach Kanału, płynęliśmy Kanałem).
Wypływaliśmy w gorącym sierpniu 1980 roku, wywożąc na Zachód ukryte na jachcie
szczecińskie postulaty strajkowe, wywieszone na bramie stoczni A. Warskiego). Płynąłem na „Pegazie” trasą na Kanał Kiloński i Morze Północne. Z całej studenckiej praktyki, chyba bardziej niż budowle hydrotechniczne interesowało nas życie na St. Pauli, ulica Reeperbahn i „za Żelazną Bramą” w Hamburgu. Były też korzyści praktyczne: części samochodowe zakupione na „szrotach” (Wład miał Garbusa). Takie to były czasy ! Potem Wład opiekował się Carterem „Bonito”, w Klubie bazowała „Imorka” – spora motorówka Władowego Instytutu Inżynierii Wodnej, były obozy naukowe studentów Politechniki; to Jego inicjatywy. Umiejętnie i z korzyścią dla wszystkich łączył naukę akademicką z żeglowaniem, Politechnikę z Klubem. Dużo żeglował: w 91. popłynęliśmy z Nim „Smugą Cienia” do Kopenhagi i Kilonii „odkrywając” po drodze kanał Falsterbo. W latach 90. spotykałem Włada w ośrodkach jeździeckich na jazdach konnych (w butach do jazdy konnej i bryczesach potrafił przyjść do Klubu), ale to już zupełnie inne historie.
W porządku facet: i jako nauczyciel akademicki i jako żeglarz, kolega Klubowy, organizator bezinteresownego żeglowania dla innych – młodzieży, studentów.

(zs)

Marta Łaźniak (1979-2014)


Dzielna żeglarka, wspaniała córka i najlepsza siostra. Była nieodłącznym elementem naszej klubowej układanki.

(dw)

Jerzy Morzycki (1928-2014)

Lekarz - chirurg, kapitan jachtowy, instruktor i egzaminator, działacz żeglarski. Był najbardziej znany jako autor kultowego podręcznika „Jachtowy poradnik medyczny”. Żeglarsko związany z klubem „Chemik” Police i Centralnym Ośrodkiem żeglarskim w Trzebieży. Był też członkiem Bractwa Wybrzeża Mesy Kaprów Polskich. Miał 85 lat, przeżył swojego syna Pawła, też kapitana żeglugi wielkiej.

(autorem informacji jest Andrzej Remiszewski z SAJ, natomiast fotografia pochodzi z archiwum "Żagli")

Edward Zając  (1944-2013)

Morskie żeglarstwo turystyczne uprawiał od lat sześćdziesiątych. Patent jachtowego sternika morskiego uzyskał pod koniec lat 70. w Centralnym Ośrodku Żeglarskim w Trzebieży. Ustecki działacz żeglarski, członek Rady Armatorskiej wybrany w roku 2010, co zostało potwierdzone w kolejnych wyborach w 2013. Podczas pracy w Radzie dał się poznać jako dyskutant zaangażowany ale rozważny, analizujący długofalowe skutki naszych działań i zawsze pragmatyczny. Oczywiście najbardziej na sercu leżały Mu dwie sprawy: wolność żeglowania i katastrofalna jakość portu w Ustce, któremu brak zarządcy rozumiejącego potrzeby żeglarzy.
Zapalony i bardzo ofiarny propagator liberalizacji żeglarstwa w Polsce, dał się poznać ze świetnego pióra. Honorowy Morski Ambasador Ustki (2009). W środowisku żeglarskim był bardzo ceniony także za przyjacielskie usposobienie, życzliwości chęć bezinteresownej pomocy innym.
Był bardzo doświadczonym żeglarzem z olbrzymim stażem ponad jedenastu tysięcy mil morskich w samotnych rejsach na małych jachtach, na Bałtyku i Oceanie Atlantyckim. W 2012 roku Edward Zając startował w „Challenge’u Jester", którego oceaniczna trasa prowadziła z Plymouth na Azory. Mimo że płynął na swojej łodzi „Holly", liczącej zaledwie sześć metrów sześćdziesiąt centymetrów długości po pokładzie, najmniejszej jednostce biorącej udział w tym żeglarskim wydarzeniu - szczęśliwie pokonał trasę liczącą ponad dwa tysiące dwieście mil i niełatwe, zmienne pogody Atlantyku. Startował także trzykrotnie w regatach samotnych żeglarzy o „Puchar Poloneza".
Jesienią 2012 roku Edward Zajac przyprowadził do macierzystego portu w Ustce, mimo burzliwego stanu Bałtyku, swój nowo nabyty w Szwecji jacht "Holly II" (zbudowany w latach 70-tych ub. wieku), nieco większy od poprzedniego. Planował, że popłynie tym jachtem na sławne i bardzo wysoko notowane w środowisku żeglarskim - Transatlantyckie Regaty Samotnych żeglarzy OSTAR (The Observer Singlehanded Transatlantic Race), których trasa prowadzi z Plymouth w Wielkiej Brytanii do Newport w USA. Udział w tych regatach był marzeniem Edwarda!
Dwukrotnie otrzymał nagrodę miesięcznika „ŻAGLE" w konkursie "Rejs Roku" za bardzo ambitne samotne rejsy morskie i oceaniczne.
Edward Zając został w ubiegłym roku uhonorowany po raz drugi tytułem „Żeglarza Roku", na uroczystości w Muzeum Sportu w Warszawie.
Niedawno, z okazji Święta Flagi, sławny żeglarz był przyjmowany przez Pana Prezydenta RP.

Zginął w morzu po wypadnięciu za burtę swego jachtu dnia 05.07.2013 wracając z „Baltic Sail” (Gdańsk) do Ustki.

                        (SAJ)

Ryszard Książyński  (1924-2013)
J.kpt.ż.w., instruktor, sędzia, działacz

Członek Akademickiego Związku Morskiego i sekcji żeglarskiej AZS w Szczecinie w latach 1948-1951. Uczył rzemiosła żeglarskiego nas wszystkich z tamtych lat – Ziomka Ostrowskiego, Leszka Zarębskiego, Ludka Mączkę, Kazia Pogonowskiego, a także Marylkę Grochowską, Dankę Kopacewicz, Włodka Bąkowskiego i wielu innych w różnych szczecińskich klubach.
W roku 1950 przeprowadził naszą „Ewę II” (późniejszą „Kanię”) morzem z Dziwnowa do Świnoujścia, gdy wyjścia na Bałtyk były zabronione. Jacht i załoga zostały wtedy w Świnoujściu zaaresztowane. W przełomowym październiku 1956 r. poprowadził rejs „Witeziem II” do Rostoku w ciężkim jesiennym sztormie.
Mieszkał w Szczecinie do końca lat 50-tych. Był jednym z założycieli Szczecińskiego Jachtklubu Morskiego. W późniejszych latach działał na Śląsku. Był wieloletnim kapitanem jachtu „Leonid Teliga”, na którym odbył piękny rejs do USA, i dalej rzekami amerykańskimi z Nowego Jorku do Nowego Orleanu i z powrotem do kraju.
W czasie II Wojny Światowej był żołnierzem Brygady Sandomierskiej Armii Krajowej, brał udział w akcji „Burza”. 

(wj)


Janusz Tyszkiewicz (1931-2013)

Żeglarstwo było dla Niego życiowym hobby, jak sam kiedyś napisał w dedykacji na podarowanej książce, oczywiście żeglarskiej. Z żeglarstwem akademickim Szczecina związany był od  dziesięcioleci – w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku kierował Jacht Klubem AZS (1965-1967), potem przez wiele lat organizował szkolenia żeglarskie. Niezapomniane pozostaną jego dokonania kulinarne – świetnie przygotowane specjały kuchni francuskiej, domowe wina, uprawy orzechów, aronii. Szczęśliwy, kto gościł u Janusza w Grabowie, kto przy melodyjnych dumkach Kresowych wdał się z gospodarzem w dysputy na tematy żeglarskie i nie tylko…   

(zs)

Michał Siciński (1991-2012)
Nie jest łatwo pogodzić się z odejściem młodego człowieka. Dla Tomasza Gąsowskiego (NIKELIN), dziadka Michała to niewyobrażalna tragedia.

Byliśmy z żoną bardzo związani z Michałem, od maleńkości pływał z nami i powoli opanowywał sztukę żeglowania. Zrobił patent żeglarza, później sternika jachtowego. Przez ostatnie trzy lata w czasie wakacji pracował jako instruktor na Mazurach i w Gdańsku w Programie Edukacji Morskiej. Uczestniczył dwukrotnie w T.T.S.R na Gaudeamusie pod dowództwem kpt. Rafała. W lipcu 2012 odprowadzał duży jacht (51 stóp) z jego właścicielem z Malagi na Gran Canarię. Miał już spełnione wszystkie wymogi na sternika morskiego. Był bardzo uczynny, chętnie pomagał wszystkim potrzebującym.


Zbigniew Błaszczak (1957-2012)

Armator cruisera s/y Macho. Ze względów zdrowotnych nie miał okazji nacieszyć się miejscem w naszym klubie, choć dzięki jego waleczności oraz pogodnemu usposobieniu mieliśmy sposobność poznać się na przystani i wydawało się wówczas, że nadszedł dobry czas.
(DW)


Czesław Bober (1938-2012)

Nie potrafię powiedzieć, w kategorii dat, jak był okres Jego sekretarzowania i kierowania Klubem. W mojej pamięci były to czasy dużych zmian, czasy formowania i stabilizacji Klubu w nowym miejscu, budowy obecnej siedziby Klubu. Wiem, że to były owocne czasy. Wiele w tym było zaangażowania i zasługi Czesława.
Z innej strony pamiętam również pomoc Czesława w organizacji poszczególnych rejsów – czy to na regaty, czy inne pływania. Sam tego doświadczyłem. Pamiętam ogromny wkład przy organizacji wyprawy Ludomira Mączki na „Marii”. Nie tylko na początku, przy wypływaniu „Marii” w 1973 r., ale także w trakcie rejsu. Wspomnę pomoc w wyprawianiu kolejnych załóg na „Marię”: - Andrzeja Marczaka na wyspy Kanaryjskie, Jurka Pisza i Kazika Jasicy do Peru, a później Jerzego Boehma do Australii. Wszyscy wieźli zaopatrzenie dla jachtu, które trzeba było przetransportować do Gdyni na statek. Wspomnę także załatwienie możliwości odbioru prowiantu ze statku PLO w Australii. Symbolem tej pomocy dla „Marii” może być składana łódeczka – bączek typu „stynka” podesłana na trasie i przez załogę nazwana żartobliwie, ale z sympatią „Boberkiem”. Ta nazwa została już uwieczniona w książce Jurka Pisza „Marią przez Pacyfik”.
Za to wszystko, za Jego zaangażowanie, będziemy Czesławowi zawsze wdzięczni. Cześć Jego pamięci!

(Wojtek Jacobson)
Kazimierz Stachowiak (1931-2011)
Architekt, żeglarz. Od czasów studenckich był członkiem naszego klubu, dobrym, przyjaznym kolegą.

Wiesław Hajduk (1948-2011)
Armator s/y Maggie Sue.
...staliśmy koło siebie kilka lat na brzegu, było wesoło i smutno, marzenia i wspomnienia, mimo folii część kurzu była u mnie lub u niego, przeprosiny i śmiechy... i Norberta lub Dominiki wiadomość na stronie.... życie czasami bywa dziwne, a czasami okrutne??? ....w wielkim żalu -  Józef "Chata II"

Grzegorz Lizik (1985-2011)

Trudno uwierzyć w odejście młodej osoby, za którą tęskni tylu bliskich, przyjaciół i znajomych. Film z wyciągania Gaudeamusa (przygotowania do montażu silnika, robienie przejścia dla Nadira) - maj 2011.

Elżbieta Busz (Piórkowska) (1959-2011)
Przez wiele lat związana z naszym klubem i jego biurem. Z ostatnią chyba wizytą na przystani - podczas majowego wodowania 2011 (czas 3:15 w filmie).
Andrzej Kwiecień (1947-2011)
żeglarz, były członek naszego Klubu. Bardzo długo, 10 lat, chorował. Był u nas w JK AZS w czasie studiów (Politechnika Szczecińska, Chemia, 1966-71) i potem. Pływał też na Tytanie, gdy pracował w Policach. Mało osób sobie Go przypomina, ale był serdecznym kolegą. Miał st.j., a może nawet st.m.
Pomagał przy Marii w roku 1973 i potem, gdy stała w PTTK. W plastykowych workach z Polic, które kupował dla nas, świetnie przechowywały się mapy. Do teraz. (Wojtek Jacobson)

Ziemowit Ostrowski (1926-2011)
Żołnierz Armii Krajowej, skazany na karę śmierci w okresie stalinizmu, ułaskawiony tuż przed wyrokiem; jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, pierwszy Prezes JK AZS w Szczecinie w latach 1956-1958, sędzia regatowy, mierniczy, inspektor techniczny PZŻ, członek honorowy PZŻ; członek honorowy JK AZS.
Guru Ludka Mączki i jeden z jego nabliższych przyjaciół. Był legendą klubu żeglarskiego AZM/AZS Szczecin - i jego członkiem od 1948 r.

        Więcej informacji 

(z kroniki Akademickiego Związku Morskiego w Szczecinie) 

"...Otóż jak wspomniałem "Swarożyc" wylegiwał się bezczynnie na dnie basenu, kupcząc swym ciałem (jak pisze w Biblii) i pokrywając się zgnilizną moralną w postaci warstwy zielonych glonów pasożytujących chciwie na jego gnuśnym truchle.... Leżał tak prawie trzy miesiące! Aż w końcu..... w końcu PZŻ obiecał nam, że gdy go wyciągniemy, będzie nasz. Rzecz nie była łatwa. Brak windy, kołowrotów, nawet bloków i silnych stalówek. Ale Azetesiacy nie znają rzeczy niemożliwych. Kilka dni trwały przygotowania, z których najważniejsze to zainstalowanie bomu wyciągowego na maszcie. Bohaterem tego dnia był kol. Ziemowit Ostrowski ze Szkoły Inżynierskiej, który prawie cały ten pamiętny dzień 5-go grudnia 1948 r. spędził między niebem a ziemią dyndając na pasku od spodni na szczycie masztu, odmocowując i zamocowując stalowe liny dźwigające ramię bomu. Gdy zszedł w końcu z tych zawrotnych wysokości na wpół był już uduchowiony przez bliski kontakt z niebem...."

 Czesław Michno
Szczecin, 5.XII.1948


Józef Demczuk (1935-2011)
Żegnamy naszego Kolegę - Żeglarza, od wczesnych lat powojennych związanego ze Szczecinem i żeglarstwem szczecińskim. Początkowo w Lidze Morskiej a potem od 1951r. związał się z żeglarstwem akademickim Szczecina, któremu to Klubowi - Jacht Klubowi AZS, pozostał wierny do końca. Aktywny w okręgowym związku żeglarskim - w latach szeąćdziesiątych był Kapitanem Sportowym Okręgu, działał również w strukturach krajowych związku - w Głównej Komisji Egzaminacyjnej PZŻ. Żeglował w rejsach morskich na wielu szczecińskich jachtach, m.in.: na legendarnym "Witeziu II", na "Wojtku", "Swantewicie", "Pegazie", "Enifie", "Chrobrym".

Startował w morskich regatach krajowych i zagranicznych: w niemieckich regatach Ostseewoche, w szwedzkich regatach Gotland Runt, w regatach w Danii i w USA. Jego praca zawodowa, tak mocno związana z gospodarką morską i morzem, pozwoliła Mu łącząc się z żeglarską pasją aktywnie współuczestniczyć w budowie przynoszących chwałę polskiemu szkutnictwu jachtów: Enif, Taurus, Amigo, "Dar Szczecina" i innych. Można by jeszcze wymieniać zasługi i działania ku pożytkowi innych naszego nieodżałowanego Kolegi ale są pewne fakty z pozoru mało ważne w chwili gdy się zdarzały ale które jakże trwale wpisując się w naszą pamięć, pozostawiły ślad. Otóż w ciężkich dla żeglarstwa czasach w 1952r. gdy wojsko usunęło żeglarzy i ich jachty z przystani na Gocławiu, z Pałacyku Jachtowego i wydawało się, że nie ma dla nich miejsca to właśnie nasz zmarły Kolega z przyjacielem Klubowym penetrując obszary przywodne Międzyodrza odkryli w górze rzeki opuszczoną wyspę, która miała pusty hangar i czynny slip z wyciągarką i która na długie lata stała się bazą żeglarzy akademickich pozwalając przetrwać i rozwijać się Klubowi. Także trwałym śladem naszego Kolegi jest postawiony przez Niego w Jacht Klubie AZS maszt Klubowy który od lat służy żeglarzom jako centralny punkt przystani i wszystkich odbywających się tam uroczystości. Przypomina się jeszcze Jego dom rodzinny - pełen życzliwoąci i zrozumienia dla odbywających się tam licznych spotkań żeglarzy. I nie medale i zaszczyty którymi Cię obdarzono ale właśnie takie zdarzenia pozostawią Ciebie w naszej pamięci ... Żegnaj ...

(Toni Brancewicz)

Kazimierz Rypiński (1920-2010)
Miał 90 lat. Urodził się w Poznaniu w roku 1920. Brał udział w II wojnie światowej. Do Szczecina przyjechał w marcu 1946 r. a ze szczecińskim żeglarstwem związał się od 1948 r. Jeden z najbardziej zasłużonych działaczy Okręgowego Związku Żeglarskiego. Wieloletni członek Zarządu, przewodniczący Komisji: Sportowej, Morskiej, Turystycznej, Dyscyplinarnej, Okręgowego Kolegium Sędziów. Jego pasją była historia żeglarstwa na Pomorzu Zachodnim. Przez wiele lat był przewodniczącym Komisji Historii SOZŻ , twórcą Kroniki Żeglarstwa Szczecińskiego.

Był najstarszym polskim żeglarzem i jednym z najstarszych powojennych sędziów żeglarskich, wielokrotny Sędzia Główny w regatach Szczecińskiego Okręgu Żeglarskiego. Członek Jacht Klubu "GRYF" (w latach 1949-1951 sekretarz Klubu), Jacht Klubu AZS Szczecin, SEJK "Pogoń", Yacht Klubu Polski. Jachtowy sternik morski, odbył wiele rejsów po Morzu Bałtyckim i Północnym - przepłynął 50 tysięcy mil morskich. Brał udział w regatach okręgowych i OPSAIL. Absolwent Politechniki Gdańskiej Wydział Budownictwa (1957). Pracował jako dyrektor w Zarządzie Nieruchomości Miejskich, potem w Wojewódzkim Zjednoczeniu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Wyróżniony i odznaczony Krzyżem Kawalerskim OOP, Medalem za Szczególne Zasługi dla Żeglarstwa Polskiego, Honorową Odznaką "Zasłużony Działacz Żeglarstwa Polskiego", Honorową Odznaką "Zasłużony dla Żeglarstwa Szczecińskiego", Członek Honorowy Polskiego Związku Żeglarskiego. Od 7 sierpnia 2010 r. żegluje już po innym Oceanie... Zapisał się trwale w dziejach szczecińskiego i polskiego żeglarstwa. Pozostanie w naszych sercach na zawsze.

kpt. Janusz Charkiewicz


Paweł Morzycki (1954-2010)
Nasz serdeczny przyjaciel, kierownik działu morskiego Redakcji ŻAGLI - j.kpt.ż.w. To dla nas wielki ból, a dla żeglarstwa polskiego wielka strata. Kapitan Paweł Morzycki, syn kapitana Jerzego Morzyckiego - człowiek wyjątkowej kultury i wiedzy. Poliglota, doskonały, doświadczony żeglarz i człowiek niesłychanie skromny. Przyjaciel wszystkich dookoła. Odnoszę wrazenie że z Pawłkiem łączyły mnie relacje wyjątkowe - tytułował mnie "starszym bliźniakiem". Ale pewnie i inni, zwłaszcza z redakcyjnego zespoły czują to samo. Czytelnicy mojej witryny internetowej wiedzą, że od pewnego czasu szukam materiałów dotyczących jego wspaniałego, przeszło rocznego rejsu do obu Ameryk na s/y "Boruta" (1983-1984). Paweł skromnie się od tego wymigiwał, a ja chciałem i chcę nadal zrobić takie opowiadanie. Nie zdążyłem, nie docierało do mnie, że jest z nim aż tak źle. Jolkę, żone Pawła obejmuję. Wierze, że spotkamy się po drugiej stronie. A póki czas - Pawełku - żyć będziesz w naszej pamięci.

(Jerzy Kuliński)


Ryszard Markowicz (1946-2009)
Armator s/y GINES. Całe Jego życie związane było z wodą. Z wykształcenia technolog żywności, życie zawodowe związał z rybołówstwem. Pływał na statkach rybackich na wszystkich akwenach świata - morzach i oceanach. Na emeryturze był bosmanem na przystani Jacht Klubu AZS i później na przystani sąsiedniej. Nie miał sukcesów żeglarskich, bo ich nie chciał. Wolał wolny czas spędzać na swobodnym pływaniu przy szuwarach i wędkowaniu, rozmowach i pogawędkach na przystani. Był zapalonym krótkofalowcem. Kochał zwierzęta. Gdy nas opuścił pozostawił pustkę nie tylko w sercach bliskich, kolegów i przyjaciół, ale również przystaniowych zwierząt, które towarzyszyły mu o każdej porze dnia i nocy w czasie bosmańskich dyżurów

(hw)

Aleksandra Buszkiewicz (1930-2008)
Jachtowy sternik morski, sternik lodowy, w żeglarstwie od 1949 r, początkowo w AZS Poznań, a od roku 1957 w Jacht Klubie AZS Szczecin. Startowała w regatach w klasie Finn i Omega. W roku 1954 i 1955, jako zawodniczka AZS Poznań, zdobyła dwukrotnie Akademickie Mistrzostwo Polski Kobiet w klasie Finn. W rejsach morskich przepłynęła ponad 11 tysięcy mil morskich.

(zs)

Waldemar Kolec (1951-2008)
...Dowiedziałem sie, ze na poczatku obecnego roku (styczeń 2008?, wiosna?) zmarł Waldek Kolec. Łącze zdjęcie Waldka, z myslą by je umiescić w rubryce "Na wiecznej wachcie" . Historię jachtu jaki budował na naszej przystani znacie chyba lepiej ode mnie...

Wojtek Jacobson

Adaś Sobolewski może wiecej wiedzieć o nim i zdaje się, że znał go Marek Drechsler.

Zenon Szostak

...Studiowałem z Waldkiem Kolcem. Ur sie w roku 1951. Studia w Szczecinie na Rybactwie morskim zaczął w 1970 r i wtym roku trafił do AZS jako st.j. Dużo pływał, szybko robił stopnie. Równocześnie z Rybactwem studiował nawigację na WSM.Po studiach pływał w "Transoceanie" gdzie doszedł do stopnia Kpt.ZW. Był prymusem na kursie kapitanow. Na przystani budował Bruceo które było marzeniem jego życia.(Adasiowa "Wanda-Maria". Różne koleje losu nie pozwoliły popłynąć na wymarzoną Polinezję. Zginął jak wiem w wypadku samochodowym pod Krakowem i chyba tam został pochowany. Adam Sobolewski powinien cos dodać.

Marek Lewenstein

Ala Banaszak (1946-2007)
"...Panią Alę zapamiętamy jako bardzo życzliwą, ciepłą kobietę i jesteśmy przekonani, że w kolejnym sezonie żeglarskim będzie nam towarzyszyć w rejsach i dbać o to, abyśmy z nich szczęśliwie wracali... Głęboko wierzymy w to, że Ten Na Górze bierze do siebie tylko dobrych ludzi- szczególnie gdy zaprasza ich do siebie zbyt wcześnie..."

Ania i Tomek Jazukiewicz

"...Ala jak żadna z nas była prawdziwą żeglarką, czuła wodę i wiatr, ..."

Halina

Zdzisław Langiewicz (1927-2007)
inż budownictwa (dyplom na PS w 1961); w Klubie pływał w latach 60-tych - 70-tych ubiegłego wieku, m. in na "Starze". E-mail od Wojtka Jacobsona: ".... Ja pamiętam, że Zdzich wygrał w klasie "Star" wszystkie biegi na Regatach Gryfa Pomorskiego. To był chyba 1976 r - ja wtedy płynąłem do USA na "Polonezie" z Baranowskim. Nie było mnie na tych regatach. Zdzich startował na "Centaurze" - "Starze", na którym pływał zwykle Jurek Janiszewski....". I jeszcze ciekawostka - ślub w 1961 brał w ... łóżku. Jest takie zdjęcie: Pan młody w łóżku (akurat poważnie zachorował !), w piżamie, Panna młoda - elegancko ubrana, w bieli z kwiatami przycupnęła obok na łóżku; naprzeciw na krzesłach siedzą - urzędnik stanu cywilnego i świadkowie: Janusz Tyszkiewicz i Jerzy Zuch. Ach co to musiał być za ślub ! Potem przeniósł się do Świnoujścia (lata 80-te) i był tam wysoko we władzach miasta. Był Prezydentem Świnoujścia następnie Dyrektorem Morskiej Stoczni Remontowej. (na podst. opowieści Janusza Tyszkiewicza i Wojciecha Jacobsona zebrał zs)

Krzysztof Strączko (Karol) (1956-2007)
Krzysztof Strączko, dla nas najcześciej KAROL....
Zawsze spontaniczny, wesoły, pełen energii...
Nie raz wspominamy jego opowieści o barwnej młodości, o tym jak właśnie żeglarstwo ukształtowało jego charakter. Wtedy, gdy mógł mu sie poświecić, pochłaniało go bez reszty. Potem, po studiach, przyszło INNE życie, gdzie rodzina i sprawy zawodowe stały się ważniejsze. I im był znów oddany całym sobą, bo taki był właśnie KAROL... Ale chyba i wtedy był często myślami i wspomieniami z żeglarzami.
I juz umówiliśmy się na przyszły sezon,.... a TY KAROL mogłbyś teraz tylko powiedzieć ....

"Co bylo wielkie, małem się wydało.
Królestwa bladły jak miedź zaśnieżona.


Co poraziło, więcej nie poraża.
Niebiańskie ziemie toczą się i świecą.


Na brzegu rzeki, rozciągnięty w trawie,
Jak dawno, dawno, puszczam łódki z kory."  

(Cz. Milosz)
KAROL... nie przestanie byc naszym przyjacielem....

(dc)

Krzysztof Mańko (1953-2006)
... kiedy dużo żeglował a potem obowiązki domowe gdzieś Go pochłoneły to było zupełnie normalne, ale kiedy w klubowej gablocie zobaczyliśmy nekrolog przyszła refleksja ... dlaczego tak szybko?

(nz)

Ludek Mączka (1926-2006)
- czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o Ludku, kto nie zna jego żeglarskich dokonań? Ludomir Mączka - sternik morski, ukończył Uniwersytet Wrocławski-geologię; uczestnik obozu żeglarskiego w Trzebieży w 1949 r. W Sekcji Żeglarskiej AZS Szczecin od 1952 roku, od 1955 roku na stałe mieszkał w Szczecinie. Tak było ... a potem... potem morza i oceany, i legenda polskiego żeglarstwa.  ...  więcej

(zs)

Aleksander Stefan Lewicki (1924-2005)
Był Prezesem naszego Klubu w latach 1960 - 1964; potem wyjechał do USA. Wyjechał ? Ależ to wyglądało o wiele bardziej romantycznie! Wyjechała Jego żona a on idąc za głosem serca, nie mogąc legalnie wyjechać, wypłynął w rejs zagraniczny na "Pegazie". W Kopenhadze zszedł z jachtu - wówczas to była sensacja i pewne problemy dla pozostałej załogi i jachtu. Ale serce nie sługa. Dotarł do ukochanej żony, do Stanów Zjednoczonych i osiadł w Kalifornii.

(zs)

Roland Głowacki (1923-2005)
W Szczecinie pracował od 1963 r., najpierw jako aktor Teatrów Dramatycznych, później Teatru Polskiego. Grał także w filmach, m.in. Juliusza Zborskiego w "Prawdziwym końcu wielkiej wojny" czy por. Rolanda w filmie "Orzeł". W tego ostatniego wcielił się tak sugestywnie, że środowisko "podwodniaków" traktowało go jak swojego i przyjęło nawet na członka Bractwa Łodzi Podwodnych. Niezwykle szarmancki i przystojny. W teatrze grywał królów, książąt, hrabiów.
"Ja zawsze cieszyłem się dniem dzisiejszym - mówił w wywiadzie zamieszczonym w programie teatralnym "Chłopców" - Nie miałem ambicji bycia na topie. Wiele lat żegluję, a mam zaledwie stopień sternika. Wystarcza mi, że żegluję. Ale lubię ludzi, kocham życie. A w życiu wszystko sobie można wmówić. Sąsiad słucha muzyki zbyt głośno? Ach, jakże on ją musi lubić!".
  

Bogumił Pierożek (1923-2004)
Bibek, tak Go nazywali przyjaciele, dużo pływał na jachtach klubowych - na "Swantewicie", "Witeziu II" - dookoła Anglii (to był wtedy wyczyn); pochodził z Kresów, ze Lwowa; podobnie jak Emil Teczek Żychiewicz, jak Ludek Mączka. Żeby lepiej zrozumiec te rejsy to trzeba przypomnieć, że "Witeź" nie miał ... silnika, a Bibek przepłynął "Witeziem" Kanał Kaledoński!! - na burłaka  ...  więcej

(zs)

Kazimierz Pogonowski (1928-2004)
W AZS-sie od 1949 r. St. morski
Przez dlugie lata z żeglarstwem związany zawodowo. Pracował w Szcz. Stoczni Jachtowej, później w Politechnice Szczecińskiej.
Pływał na wszystkich łódkach klubowych - Tuńczyku, Meduzie, Maćku, Kaczorku, Ewie-Kani, Bialym Słoniu-Przodowniku-Nadirze, Witeziu, Starze (Delfin), Dragonach, Folkboatach.  ...  więcej

(wj)

Zbigniew Jałtoszuk (1949-2004)
Był reprezentantem Polski na Mistrzostwa Swiata w kl.Hornet. Później z powodzeniem startował na Dragonie "Sindbad" w Kraju i za granicą. Zawodowo zwiazał się z żeglarstwem i jako Trener wychował wielu szczecinskich zawodnikow. Zbudował morski jacht "Hals Team" na którym również odnosił sukcesy. Prowadzil sklep żeglarski w Szczecinie
(foto z arch, M. Jósewicza)

(ml)

Andrzej Wójcik (1947-2003)
W AZS-ie od początku lat 60-tych, później Szkoła Morska i praca na morzu. Powrót do klubu w 1996 r. Armator jachtów Selwita i Echo  ... 

(jw)

Bogumił Derejczyk (1942-2002)
Przez wiele lat opiekun jachtu KANIA. Organizator obozów żeglarskich dla studentów. Podczas rejsów po zalewie studenci zbierali materiały o portach, podejściach i wszystko co było potrzebne aby na ich podstawie powstała pierwsza turystyczno-żeglarska mapa Zalewu Szczecińskiego i jeziora Dąbskiego do dziś używana przez żeglarzy.
mapa opracowana przez B. Derejczyka

(nz)

Zenon Dmochowski (1927-2002)
Żeglarz - dziennikarz - fotoreporter W Klubie od 1949, szczegolnie aktywny w latach 1950-tych, kiedy fotografował i opisywał ważniejsze zawody i wydarzenia żeglarskie (w których sam brał udział). W 1973 opublikował w "Ziemi i Morzu" słynny wywiad z Ludkiem Mączka pt. "Kaprys Milionera"  ...  więcej

(wj)

Bogdan Dominiuk (1951-2002)
Należał do czołówki szczecińskich trenerów żeglarstwa. Wychował i nauczył wygrywania zawodów z wiatrem i wodą kilkuset, a może i większą grupę młodych ludzi, którzy garnęli się do tego sportu w LKS Pomorze Stargard, w szczecińskim AZS i Pogoni.
Sam w latach sześćdziesiątych był członkiem kadry narodowej w klasie "OK Dinghy" i "Finn". Największe sukcesy sportowe odniósł pod koniec lat siedemdziesiątych jako trener.
Od pierwszych żeglarskich kroków po udział w olimpiadzie (Tallin 1980 r.) prowadził Jana Bartosika i jego młodą załogę na "Solingu". Pierwszy raz nasze województwo pokonało ówczesną potęgę w tej klasie - Gdynię.
Prowadził także z ogólnopolskimi sukcesami olimpijską klasę "470", na której m.in. żeglował Marek Muzykiewicz, który odszedł do żeglarskiej krainy szczęśliwości zaledwie dwa dni wcześniej.
Miał 51 lat. Zmarł nagle na swojej przystani.

(Ag)

Marek Muzykiewicz (1964-2002)
Zapisał się trwale w żeglarstwie regatowym, nie tylko Szczecina. Był "Muzyk", niewątpliwie, sportowcem regatowym o wysokich umiejętnościach. Żeglarstwu poświęcił się całkowicie, wykazując przy tym nieprzeciętny zmysł organizacyjny, tak bardzo potrzebny w tworzeniu i utrzymaniu teamu regatowego

(zs)

Emil Maria Żychiewicz (1914-2002)
"Teczek", urodzony we Lwowie ukończył wydział prawa na Uniwersytecie Lwowskim im. Jana Kazimierza.
Przed wojną członek AZM Lwów; potem AZM Wrocław; żeglował w Jacht Klubie AZS w Szczecinie ("Witeź II" - do Islandii).

"... na egzaminie na żeglarza trafiłem na Teczka Żychiewicza i zadał mi trzy pytania, i na te trzy pytanie odpowiedziałem "nie wiem". Teczek się popatrzył i powiedział: "no to kolego pojutrze na pływanie". Później Go pytałem czemuś mnie nie wyrzucił na zbita mordę - "a bo ja mam duszę personalnika i wiedziałem, że z Ciebie będzie żeglarz" ..."

Ludek Mączka, wywiad 1.12.2003

Jerzy Jósewicz (1930-2002)
mgr inż., harcerz, żeglarz, jacht. sternik morski. Praca: Biuro Projektów Budownictwa Wiejskiego (1955), Biuro Projektów Budownictwa Morskiego, Urząd Miejski (do 1994). W Szczecinie od 1945 r., ze szczecińskim żeglarstwem związany od połowy 1946r.; członek Czarnej 7 Wodnej Drużyny Harcerskiej im "Zawiszy Czarnego", YKP (1949), SŻ AZS (1950), JK AZS. Brał udział w szkoleniach w ośrodkach żeglarskich - Trzebież 1947, Jastarnia 1948, a następnie w Mistrzostwach Polski, m. in. kl. "Dragon", Mistrzostwach Okręgu; Mistrz Okręgu Szczec. w klasie "H". Uczestnik wielu regat: Regat Jesiennych o "Błękitną Wstęgę Jeziora Dąbskiego" (1950), I Długodystansowych Regat Dąbie-Wicko-Dąbie" - I m. na s/y Kania (1951), Regat Pokoju (1952), Ostseewoche w Warnemunde - II m., s/y "Witeź II", z kpt. K. Haską w kl. od 7 do 9 KR (1956), Stralsunderwoche (1956), Etapowych Regat Turystycznych Świnoujście - Gdynia na Operację Żagiel (1974) i inn. Rejsy głównie po M. Bałtyckim, ale także na M. Czarnym, M. Śródziemnym. Pływał na jachtach: "Przygoda", "Wicher", "Witeź II", "Kaczorek", "Przodownik", "Kania", "Kasjopea", "Gryfita", "Pegaz". Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi i Odznaka Gryfa Pomorskiego, "Zasłużony Działacz Żeglarstwa Polskiego".  ...  więcej

(po)

ks. Adam Barcz (1959-2001)
"Każ mi przyjść do siebie po wodzie, przez wodę matkę życia, żywioł śmierci, obmycia ... pozwól mi przyjśc ..." - te słowa poety ks. Janusza Pasierba wypisano ku pamięci ks. Adama Barcza, który 1 sierpnia 2001 r. nie powrócił ze swojego ostatniego rejsu. ...
W r. 1979 rzucił studia politechniczne i wstąpił do zgromadzenia zakonnego Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Seminarium a potem studia na KUL-u, nie przerwały Jego pasji żeglarskiej. W r.1984, jeszcze jako kleryk, uzyskał uprawnienia kapitańskie. ...
W 1989 r. (już po święceniach kapłańskich w 1986 r.) prowadząc "Żaka" zdobył kolejne wicemistrzostwo Polski w klasie Carter. ...
Potem przebywał w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jako duszpasterz polonijny i kapelan Chorągwi Harcerzy na Kanadę. ...
Na cmentarzu w Szczecinie-Zdroje wśród wielkich tłumów żegnały Go trzy wielkie rodziny, do których należał - najbliżsi krewni i przyjaciele, rodzina zakonna, parafialna z delegacjami z wszystkich miejsc w których pracował i rodzina żeglarska. ... więcej

(wj)

prof.dr inż.Tomisław Matyszewski (1911-2001)
Kierownik Zakładu Budownictwa Ogólnego i Materiałów Budowlanych Politechniki Szczecińskiej.
W latach 1969-1987 był komandorem JK AZS. W tym okresie Klub bardzo potrzebował silnego oparcia we władzach uczelni aby stawić czoło zakusom panujących "stoczniowców". Jak pisał Z. Ostrowski "...w roku 1971, Klub przeżył horror: Stocznia (podówczas Warskiego) zechciała być właścicielem całej Przystani! Po sławnym pytaniu Gierka do strajkujących "Pomożecie?" i odpowiedzi stoczniowców "Pomożemy" - Stoczni się niczego nie odmawiało; - dostali, co chcieli. By odzyskać prawo do części terenu trzeba było 3-ch lat starań i trochę szczęścia. Późniejsze meandry prawne doprowadziły do stanu, że dziś Klub dzierżawi przystań, którą znalazł, zagospodarował i budował od lat 50-tych..."

Zbigniew Górkiewicz (1936-2000)
..."zapasowy" ? - dlaczego zapasowy - Witek Pajewski (Witek - bardzo lubił pływać z dziewczynami), więc Witek mówił, że Zbyszek miał trochę pecha, bo na rejsy zapisywali Go do załogi ale jako rezerwę czyli - zapasowego - rzadko pływał... Wybudował własny jacht "VAGARI" (budował na opuszczonej już Wyspie - był ostatnim jej użytkownikiem) ale nie zdążył go wykończyć, choć pływał na nim; jesienią 2000 roku z pokładu własnego jachtu uratował studencką załogę wywróconej omegi klubowej (6 osób), podczas tej akcji zmarł nagle  ... 

(zs)

Roman Kruk (1954-2000)
...pozostanie w pamięci jako znakomity załogant (pływał na UMBRIADZE) a towarzyskie imprezy klubowe z jego udziałem miały swoisty klimat i choć następnego dnia bolała głowa to przynajmniej było co wspominać przez długie lata.  ... 

(nz)

Jerzy Madeja (1943-2000)
doskonały żeglarz, przyjazny wszystkim i przez wszystkich lubiany Człowiek j.kpt ż.w. Jerzy Madeja. Do końca aktywny - jeszcze w Niedzielę Palmową uzgadniał program poniedziałkowego zebrania zarządu Klubu. Zebrania już nie doczekał. Zmogła Go nieuleczalna choroba, z którą walczył od dłuższego czasu. więcej

(wj)

Jerzy Wasylik (1947-2000)
architekt, muzyk
Zaczął żeglowanie od jachtu typu "foka" o tej samej nazwie. W 1993 r. jako jeden z pierwszych armatorów prywatnych Klubu, razem z jachtami "Aspoletka" i "Inez" (jednostki o dł. 5,5 m) opłynął Rugię, która była w następnych latach celem rodzinnych wyjazdów urlopowych. Żeglowanie nie było Jego jedyną i wyłączną pasją. Żeglowanie traktował jako sposób na wypoczynek po pracy i miejsce spotkań koleżeńskich.
Był miłośnikiem dobrej muzyki, literatury, a zwłaszcza s-f. Malował obrazy futurystyczne, pejzaże, a także miniatury o tematyce marynistycznej.

(hw)

Michał Domagała (1928-2000)
(był Prezesem Jacht Klubu AZS w latach 1958-1960)  ... 

Tadeusz Pasek (1932-2000)
W Klubie od czasów studenckich, od r. 1950-go.
Po okresie przerwy, ponownie aktywny w latach 1980-1990 -tych

(wj)

Jan Bartosik (1948-2000)
członek grupy regatowej Klubu (klasa Finn) sternik załogi która reprezentowała Polskę na Olimpiadzie w Moskwie (,jako jedyna w historii żeglarstwa szczecińskiego) -plywal wtedy w barwach Pogoni zginął tragicznie w Austrii

(jb)

Michal Domański (1952-2000)
...Michał Domański- Dzięki niemu wiosną 69 trafiłem do AZS. Razem zdawaliśmy maturę w LO VI. Wcześniej żeglował na Hornecie i FD w "Pogoni." W AZS na Finnie i na Starze z Januszem Kędzierskim (przynajmniej 1 medal MP) od 70 pływaliśmy razem w podstawowym składzie na "Dal II". Razem w 72 zdaliśmy na j.st.m.
Po studiach wyjechał do Szwecji gdzie pracował jako lekarz ortopeda. Był armatorem kolejnych jachtow w Szwecji i Turcji. Wczasie studiow reprezentował PAM w narciarstwie alpejskim. W trakcie wyjazdu na narty niespodziewanie dopadł Go zawał.

Marek Lewenstein

Joanna Pawluk (1949-1999)
..."daj sporta!"... to Aśki powiedzenie bardzo szybko zastąpiło Jej nazwisko. Była duszą towarzystwa, doskonałą żeglarką i świetnie jeździła na nartach.
Nasz klubowy "nadworny" lekarz. Po skończeniu studiów medycznych była bardzo dobrym kardiologiem. Wielu żeglarzy było jej pacjentami. Pomogła wielu ale sobie pomóc nie mogła choć walczyła do końca.
 ... 

(nz)

Bolesław Lach (1932-1999)
W AZS-ie od 1953 r. St. morski
Technik mechanik
Był bosmanem "Przodownika" potem Nadira
Pracował w Szczecińskich Zakładach Wł.Sztucznych
W 1973 zdobył ołów i zorganizował dobalastowanie "Marii". Po okresie przerwy zdrowotnej ponownie czynny z Klubie w latach 1980-tych i 1990-tych.

(wj)

Zbigniew Faberski (1933-1999)
st. morski
mgr inż chemi
w JK AZS od lat 1950-tych (1952) pływał regatowo na Folkboatach z dobrymi wynikami - zdobył Mistrzostwo Polski w r. 1965 lub 1966;

(wj)

Feliks Wodzyński (1918-1998)
Żeglować zaczął w roku 1935, najpierw na pobliskiej Bzurze, później na Wiśle - już jako harcerz warszawskiej "9-ki". Jesienią 1946, czekając na inaugurację pierwszej w dziejach Szczecina Wyższej Uczelni, organizuje sekcję żeglarską AZS i zostaje jej kierownikiem. Popularny i skutecznie działający Felek pozostał szefem także po przejściu Sekcji do Akademickiego Związku Morskiego. Za jego czasów zorganizowano przystań na Gocławiu, z poniemieckich wraków powstały pierwsze jachty, ruszyło szkolenie i pływania.
Po studiach współorganizował inne kluby, w ich ramach działał i żeglował. Wszyscy znali Felka, a dźwięki wykonywanego na okarynie walca Brahmsa były znakomitą jego wizytówką. Od lat melodie grane na tym glinianym (ponoć 160-letnim) instrumencie towarzyszyły otwarciom sezonów w Jacht Klubie AZS i żegnały odchodzących na zawsze kolegów. 30 stycznia Cmentarz Centralny nie usłyszał okaryny i - pewnie - nigdy już jej nie usłyszy. Żal Człowieka i ginącej wraz z Nim cząstki kolorytu szczecińskiego żeglarstwa.  ... 

(Z.Ostrowski)

Andrzej Nykiel (1932-1994)
... byl znana postacią. W Klubie w czasach studenckich (od 1952) -- te lata kiedy jachty klubowe zimowały na wyspie. Studiowal i ukończył Wydział Elektryczny P.S. Przez szereg lat byl prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej "Zjednoczenie" a potem "Wspólny Dom". Był prawym człowiekiem. Zmarł na serce w 1994 r.

(wj)

Witold Pajewski (1933-1996)
Jeszcze nie zaczął się sezon nawigacyjny, 50-ty w Klubie, gdy nagle odszedł na wieczną wachtę. Dla wielu z nas mógłby być ojcem, ale przez bliski, przyjazny stosunek do otaczających Go osób, był ojcem duchowym, przewodnikiem, swoistym guru odsłaniającym i objaśniającym nam zawiłości sztuki żeglarskiej, szkutniczej i ... sztuki życia, życia pełnego pogody, radości, cieszenia się chwilą ... Niezapomniane pozostaną Jego rejsy morskie z załogami wyłącznie damskimi. Przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa i profesjonalizmu - był przecież zawodowym marynarzem - umiał stworzy na jachcie klimat przyjemnościowego, koleżeńskiego żeglarstwa, bez regulaminowych rygorów, bez kapitańskiego dystansu wobec załogi ... Nawet na narty do Zakopanego pojechał z nami, chociaż już wtedy, schorowany, na nartach nie jeździł. Pojechał, bo taka była siła głębokiej przyjaźni, którą do końca darzył naszą koleżankę  ... 

(zs)

Jerzy Kerner (1932-1995)
("Aloiz" ze wspomnień Jaworka)
j.st.morski
Zeglarstwo zaczynal w r. 1946 w szkole średniej, początkowo w drużynie harcerskiej, potem w AZS-ie (od 1950 r). Sędzia żeglarski
Zeglował intensywnie w latach 1946 - 1959
Wykładał na kursach żeglarskich, był we władzach klubu - pion techniczny
Działacz pierwszej "Solidarności" od r. 1980. Więziony w stanie wojennym od marca 1982 do kwietnia 1983

(wj)

Zbyszek Hrynkiewicz (1931-1995)
Chyba spora przeszłość żeglarska, w Klubie pływał na Folkbocie.

(jb)

Wojtek Iłowiecki (1940-1994)
"Koziołek" ... pływał na folkboacie - na Atosie w Klubie były trzy folkboaty - jak trzej muszkieterowie; w naszym rejsie "Gaudeamusem " do Anglii, ciągle układał mapy, bo kapitan powiedział, że muszą być ułożone w kolejności płynięcia ... Pogodny i bardzo w porządku kolega  ... 

(zs)

Aleksander Salomon (1935-1993)
Członek JK AZS w latach 1950-1960-tych
j.st.m.
Był modelarzem, wykonywał modele statków dla Stoczni Szczecinskiej, gdzie pracował etatowo. Robił rowniez modele dla Muzeum Morskiego.
Miał prywatny jacht mieczowy, P-7-kę, niezwykle pieczołowicie przygotowaną. Toczył boje regatowe głównie z Januszem Kędzierskim, również posiadaczem P-7-ki.
W Klubie Olek pływał regatowo na Słonkach. Jego łódka odznaczała się starannym przygotowaniem i wieloma domorosłymi "patentami" (które nie zawsze działały).
Po 1968 r wyjechał z Polski. Po okresie tułaczki osiadł w Nowym Yorku, gdzie był członkiem Polskiego Klubu Żeglarskiego. Przy róznych okazjach spotykał sie tam z Ludomirem Mączką.
W roku 1991 przypłynął jachtem (na odcinku Anglia-Polska) do Gdyni i Szczecina z okazji Zlotu Jachtów Polonijnych. Zmarł rok czy dwa lata później.  więcej

(wj)

Jerzy Janiszewski (1935-1992)
Do Szczecina przyjechał po maturze. W latach 1952 - 1956 studiował na Wydziale Budownictwa Politechniki Szczecińskiej. Ukończył studia w roku 1956 uzyskując stopień magistra inżyniera.
Przez długie lata pracował w Biurze Projektów Budownictwa Morskiego w Szczecinie na pl. Batorego.
Żeglarstwem zainteresował się w trakcie studiów. Członkiem Jacht Klubu AZS w Szczecinie został od początku roku.1953 r. Aktywnie uczestniczył w pracach i życiu klubowym, był powszechnie lubiany. Uzyskane stopnie żeglarskie: - st.jachtowy (1955), j.sternik morski (1959), kapitan jachtowy (1965), kpt.j.ż.w. (1965). Posiadał też kwalifikacje instruktora żeglarstwa (1957); sędziego kl. I (1957)  więcej

(wj)

Kazimierz Chmielewski (1927-1991)
W JK AZS od r.1959 j.kpt żw, inspektor techniczny PZŻ i PRS, instruktor żeglarstwa, prowadził w Klubie szkolenie żeglarskie (wykłady, zajęcia)
Żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, odznaczony Krzyżem Walecznych Aresztowany w 1945 r i skazany na kare śmierci, zamienionej na dożywocie (był niepełnoletni).
Dzięki amnestii wyszedł z więzienia w 1948 r.
Ponownie aresztowany w 1949 r za próbę ucieczki z PRL. Skazany na 2 lata więzienia.

(wj)

Józef Ireneusz Kurzawa (1932-1990)
...kiedyś na morzu w czasie złej pogody wypadł za burtę (było to bodajże w nocy, kapitanem był śp B. Pierożek? - też związany z naszym Klubem - sędziował I Regaty Przyjaźni w 1951 r.) i wyłowili Go, facet miał niebywałe szczęście.
Prowadził Gryfitę na Kanary i z powrotem (poł lat siedemdziesiątych). W Klubie rozgrywane są regaty o Puchar kpt. J. Kurzawy - dlaczego taka nazwa regat, dlaczego o Jego puchar ? - bo podobno... nie lubił sie ścigać, nie lubił regat.  ... 

(zs)

Zdzisław Michalski (1929-1986)
Kpt. Zdzisław Michalski od sierpnia 1945 roku związany jest ze Szczecinem. Żeglarstwem zainteresował się jeszcze jako uczeń gimnazjalny, a pierwszy rejs morski odbył w 1947 roku na jachcie "Orlik", w następnym roku pływał na "Generale Zaruskim". Zdobywa wiedzę i doświadczenie na kursach żeglarskich w Ustce, Gdyni, Mrzeżynie, Kruszwicy, Jastarni i zostaje instruktorem żeglarskim. Praca zawodowa również wiąże go ze sprawami morskimi: od 1956 roku pracuje w Stoczni Jachtowej jako kierownik przygotowania produkcji, następnie w "Gryfie" jako inspektor pokładowy, przez pewien czas jest inspektorem PRS. Gdy w 1966 roku Państwowa Szkoła Morska w Szczecinie przekazuje Centralnemu Ośrodkowi Szkolenia Żeglarskiego w Trzebieży "Zew Morza", Zdzisław Michalski zostaje jego kapitanem. Przejmuje odpowiedzialność za stan powierzonego żaglowca, czuwa nad stopniem wyszkolenia kursantów i stażystów, dowodzi i wychowuje. Żywo uczestniczy w sprawach polskiego żeglarstwa, działa społecznie w Polskim Związku Żeglarskim.
W listopadzie 1973 roku "Zew Morza" pod dowództwem kpt. Michalskiego wyruszył w rejs dookoła świata. W ciągu 388 dni "Zew" przepłynął trasę 34 835 mil morskich, odwiedził 32 porty 20 państw, w tym 8 portów, w których polska bandera sportowa znalazła się po raz pierwszy. Rejs ten został wyróżniony II Nagrodą Honorową "Rejs Roku 1974".

Jerzy Kraszewski (1929-1984)
Ci co Go znali mówią, że na tym zdjęciu to caaały Hrabia Lolo. Takim Go zapamietali. Pochodził z Wilna - to ważne; i miało to wpływ na Jego życie, tak jak na życie wielu innych przybyłych z utraconych Kresów. Emanowało z nich cos niezwykłego, wielkiego we wszystkim co robili, a może ta radość życia? , jak na tym zdjęciu w mesie własnego jachtu. "Dar Szczecina", prestiżowe regaty Bermuda Race - to Jego starania, zabiegi. Ale "Dar" miał być środkiem a celem świat cały - wypłynął na Atlantyk; kłopoty techniczne, przerwany rejs. I wtedy jeszcze jedno wyzwanie, jak sie okaże ostatnie, - własny jacht. Nazwie go "Lolo" i ruszy w rejs - samotnie. Nagle na Sycylii odchodzi na wieczną wachtę... 

(zs)

Jan Szeliwiak (prawdopodobnie 1917-1982)
Przez wiele lat był niepowtarzalnym bosmanem w Klubie, a jak dobrze pamiętam to chyba tak długo jak stała "barka" (w niej były boksy, magazyn, żaglownia, świetlica i bosmanka). Potem czas zrobił swoje i niewiadomo kiedy Szeliwiak zniknął. Może gdzieś są stare fotografie a na nich w tle ten zapomniany człowiek.
(foto z arch. M. Jósewicza)

(nz)

Andrzej Zamojski (1933-1981)
PCWM (Państwowe Centrum Wyszkolenia Morskiego) Gdynia.
Szkoła Morska wydz. nawigacji - Szczecin - dyplom bez prawa pływania (powód - wróg klasy robotniczej)
Politechnika Szczecińska wydz. elektroautomatyki przemysłowej W JK AZS od 1954 r. Patent nr 643/70 Jachtowego Kapitana Żeglugi Bałtyckiej
1958 przywrócono prawo pływania.
1958 - 1965 I elektryk na: s/s Opole, s/s Katowice, m/s Ina, m/s Stoczniowiec
1965 - 1969 Stocznia Castellamare, Triest Włochy: nadzór techniczny nad budową statków
1969 - 1973 I elektryk na: m/s Tarnów, m/s Nowy Sącz, m/s Wrocław II, m/s Politechnika Gdańska.
1973 - 1975 nadzór techniczny w stoczni Travemuende
1975 - 1976 specjalista do spr. automatyki na tankowcach
1976 - 1977 I elektryk na: m/t Czantoria, m/t Zawrat
1978 - 1980 na statkach obcych bander

(jt)

Wiktoria Wierzbowska (1909-1979)


wieloletni pracownik sekretariatu Klubu

(jb)

Kazimierz Haska (1912-1976)
Kapitan Haska był członkiem AZS od końca 1951 roku. Postać to znacząca dla historii Jacht Klubu AZS, tak jak Feliks Wodzyński założyciel szczecińskiego oddziału AZM, czy kpt. Ziemowit Ostrowski. Zdobył dla AZS-u wiele nagród, z wicemistrzostwem Polski włącznie. W listopadzie 1956 roku, kapitan Haska został wybrany Prezesem-seniorem sekcji żeglarskiej AZS. Zajął się przygotowaniami do przekształcenia sekcji w klub, stał na czele komitetu założycielskiego. Współtworzył od grudnia 1956 roku Jacht Klub AZS, był jego pierwszym prezesem. W 1958 roku otrzymał "Honorowe członkowstwo JK AZS"...  więcej

(po)


Tomasz Stachowicz (1932-1962)
"Guma" (starszy) w Klubie od 1951 ukończył Wydz. Chemiczny PS.. Pracował w Papierni na Skolwinie. Przyjaźnił się z Przemkiem Golbą - lek chirurgiem - lotnikiem, szybownikiem. Przemek też się otarł o nasz AZS-owy klub, pływał na jachtach. W tym samym roku kiedy zmarł Tomek (choroba nowotworowa), Przemek zginął śmiercią pilota w czasie zawodów lotniczych.
Pamiętam - miałem wtedy klubowego Finna (Smyk) i trenowałem na Małym Dąbskim. Nagle huknał na mnie jakiś "głos z nieba" - "Cześć Wojtek" . To był Przemek Golba na szybowcu tuż nademną.

(wj)